Już w liceum zauważyłam, że gorzej słyszę, mówi Wioletta Kaczmarek, która w ubiegłym roku, w wieku 48 lat, otrzymała implant ślimakowy. Przyczyną problemów ze słuchem była otoskleroza, której długo nikt nie zdiagnozował, a następnie źle ją leczono. Dopiero w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu prof. Henryk Skarżyński pomógł pani Wioletcie odzyskać słuch oraz radość życia.

Zabieg wszczepienia implantu ślimakowego wykonano u mnie w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w czerwcu 2021 r. Przed operacją miałam poważne problemy ze słuchem – stopniowo pogarszał się on już od czasów liceum. Co ciekawe, w tamtym czasie nie zauważałam ich aż do czasu, gdy koleżanki i koledzy ze szkoły zaczęli mi zwracać uwagę, że nie reaguję na prośby o podpowiedzi w czasie lekcji. Nie byłam niekoleżeńska. Po prostu nie słyszałam, że siedząca obok koleżanka szeptem mnie o coś pyta w czasie klasówki. To był pierwszy sygnał, że coś jest nie tak. Wtedy nie miałam jednak jeszcze dużych kłopotów z komunikacją. Uciążliwy niedosłuch pojawił się po 25. roku życia. Kiedy straciłam słuch w jednym uchu, zaczęły mnie stresować rozmowy, zwłaszcza z nowo poznanymi osobami, które nic nie wiedziały o moim problemie. Musiałam przez cały czas kontrolować stronę, po której staje czy siada mój rozmówca. Na spotkaniach byłam spięta, martwiłam się, czy wszystko usłyszę, a jeśli nawet usłyszę, to czy zrozumiem, co ktoś powiedział. Z kolei osoby z mojego otoczenia musiały mi wielokrotnie powtarzać, co powiedziały. Postanowiłam szukać pomocy…
Więcej w wydaniu:
https://slysze.inz.waw.pl/szumy-uszne-najnowsze-doniesienia-naukowe-slysze-luty-marzec-2-184-2022/