Jestem w wieku 40+, mój implant ślimakowy ma 18 lat. Kiedy w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu zaproponowano mi jego wszczepienie, zastanawiałam się, czy męczyć się w świecie ciszy i migać z niesłyszącymi, czy też może spróbować zaistnieć w świecie dźwięków i bywać wśród ludzi słyszących. Wybrałam „słyszący” świat i nie żałuję, opowiada Joanna Urbańska, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych i żeglarka.

Nie słyszę dobrze od urodzenia. Posiadam głęboki obustronny niedosłuch zmysłowo-nerwowy. Już jako dwuletnie dziecko zostałam zaaparatowana. Ale to niewiele pomogło. Nauczyłam się mówić dzięki logopedom, aby jednak zrozumieć przekaz, musiałam czytać z ust rozmówcy (jako użytkowniczka implantu nadal zresztą wspomagam się tym sposobem). Co gorsza, z biegiem lat mój słuch stopniowo się pogarszał, gorzej reagowałam na dźwięki.
Z coraz większym wysiłkiem skupiałam się na czytaniu z ust – taki sposób komunikacji z innymi szybko mnie męczył. Wolałam czytać książki, niż słyszeć bełkot przez aparaty słuchowe. Słyszałam przez nie tylko niewyraźne brzmienia i niskie tony. Łapałam same samogłoski i jedną spółgłoskę „r”. Pozostałych spółgłosek nie byłam w stanie odróżniać. Spółgłoski bezdźwięczne dla mnie nie istniały, a spółgłoski dźwięczne brzmiały jednakowo. Mimo to zdałam maturę, dostałam się na wymarzone studia – Wydział Rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, który ukończyłam w 2006 r.
Niestety, mniej więcej w połowie studiów, w 2004 r., przestałam całkowicie słyszeć na jedno ucho. W czasie badań w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach dowiedziałam się, że jeśli aparaty słuchowe nie pomagają, to pozostaje operacja. Zaproponowano mi wszczepienie implantu ślimakowego.
Lepszy słuch i lepsza mowa
Po aktywacji procesora mowy usłyszałam dźwięki, których wcześniej nie słyszałam w aparatach słuchowych. Bardzo dobrze reagowałam na wysokie tony, choć w pierwszych latach po operacji byłam przewrażliwiona. Dzięki elektronicznemu słuchowi nauczyłam się odróżniać dźwięki w trudniejszych warunkach akustycznych, w hałasie. W aparatach słuchowych tego nie potrafiłam – dźwięki nakładały się na siebie. Jestem plastykiem, dlatego mogę to opisać, odnosząc się do kolorów, które ktoś miesza razem i z tej mieszanki wychodzi jedna ciemna barwa. Tak samo było z dźwiękami w tle, które zlewały się i tworzyły kakofonię. Po wszczepieniu implantu, idąc ulicą, nauczyłam się jednak rozpoznawać ryki pojazdów na kółkach, między innymi auta osobowe, ciężarówki, motocykle czy tiry, a za moimi plecami – identyfikować rozmowy przechodniów czy szczekającego psa.
Żegluga to także wyprawa do świata dźwięków. Ryk morza, świst wiatru podczas sztormu na Bałtyku to dla mnie przeżycie nie do zapomnienia.
Jak brzmi wiertarka i szlifierka
Jestem konserwatorem zabytków, a dokładniej specjalistką od oczyszczania powierzchni. Kocham ten zawód. Kiedy go wybierałam, wiedziałam, że życie artysty nie jest proste i łatwe. Postanowiłam jednak pójść tą drogą, spróbować swoich sił w pracy konserwatorki. Konserwacja wydawała mi się nawet ciekawsza niż tworzenie współczesnych dzieł. Bardzo lubię odkrywać „historyczne” warstwy schowane pod warstwami przemalowań, np. ozłocone sztukaterie na suficie kamienicy. Czyszczę te stare dzieła, uzupełniam ubytki zaprawą. „Leczę” kamienne, zabytkowe nagrobki, cegły na ścianach kościołów, polichromowane ołtarze z drewna, rzeźby. Usuwam polichromie ze ścian czy sztukaterie z sufitów. Robię projekt ażurowej płaskorzeźby w glinie. Taka praca daje mi zadowolenie i satysfakcję. Mam do niej anielską cierpliwość… W wolnym czasie majsterkuję, robią ozdoby techniką decoupage czy maluję farbami na drewnianych tacach bądź niedużych skrzyniach drewnianych.
oprac. J.CH.
Więcej w wydaniu:
https://slysze.inz.waw.pl/zdrowy-uczen-slysze-wrzesien-pazdziernik-2022-nr-5/