Otrzymują dobre oceny, uczą się kilku języków obcych. Realizują swoje pasje. Mają mnóstwo pomysłów na życie. Wolny czas spędzają z przyjaciółmi. Jak typowe nastolatki uwielbiają słuchać muzyki, chodzić na koncerty swoich idoli. Właściwie niczym nie różnią się od swoich rówieśników. Tyle tylko, że słyszą dzięki implantom ślimakowym. Trzy nastolatki, Zuzanna Moczydłowska, Basia Kowalska i Marysia Krajewska, opowiadają, jak zmieniło się ich życie po odzyskaniu słuchu.

Zuzanna Moczydłowska podczas wieczornego koncertu towarzyszącego warsztatom muzycznym dla osób z zaburzeniami słuchu „Beats of Cochlea”.
Słyszę, bo mam wszczepiony implant ślimakowy. Dzięki niemu mogę realizować moją największą pasję – grać na perkusji. Kocham to robić od dzieciństwa. Na jednym ze zdjęć, a mam wtedy chyba dwa lata, maszeruję przez plażę z dziadkiem i dźwigam ogromny, ciężki bęben. Nawet moja kolekcja pamiątek z wakacji składa się głównie z nożyków, szabelek i… różnych lokalnych bębenków. Pamiętam, że już w wieku siedmiu lat błagałam rodziców o możliwość nauki gry na perkusji, ale oni uważali, że dziecko z problemem słuchowym powinno mieć inne hobby. Zapisywali mnie więc na tenis, pływanie, nurkowanie, hokej. Wszystko to sprawiało mi przyjemność, ale wciąż marudziłam o perkusji. Rodzice byli nieugięci, ale ja też! Będąc już w gimnazjum, zaproponowałam, że jeśli nie może to być perkusja, to niech będzie chociaż pianino. Mama zgodziła się dla świętego spokoju. Postawiła jednak warunek, że nie będzie mnie wozić na lekcje i sama znajdę sobie nauczyciela. Wiedziała, że jestem nieśmiała, i zakładała, że nic z tego nie będzie. A ja następnego dnia znalazłam w internecie studentkę Martę, która uczyła gry na pianinie, dojeżdżając do domu ucznia. Gra ze słuchu nie była moją mocną stroną, więc Marta nauczyła mnie czytania nut. Rodzice, zgodnie z umową, nie pilnowali mojej edukacji muzycznej, sądząc, że szybko się zniechęcę. Ale ja codziennie wytrwale ćwiczyłam i… nie przestawałam mówić o perkusji. Po dwóch latach rodzice w końcu się poddali i na 15. urodziny zrobili mi niespodziankę. Dostałam moją pierwszą, piękną elektroniczną perkusję i kontakt do Konrada Ciesielskiego, który miał dawać mi lekcje. I tak to się zaczęło. Z Konradem, który jest dość znanym muzykiem, graliśmy razem przez trzy lata. W ostatnim czasie gram głównie sama i niestety rzadziej, gdyż przygotowuję się do matury i nie jest mi łatwo wygospodarować czas na dodatkowe zajęcia. W rzadkich wolnych chwilach zapraszam jednak koleżanki i gramy razem w naszej piwnicy. Mam nadzieję, że po maturze będziemy mogły spotykać się częściej.
Więcej w wydaniu:
https://slysze.inz.waw.pl/opieka-nad-dziecmi-z-implantami-slimakowymi-slysze-nr-marzec-kwiecien-2-160-2018/