Historia z happy endem to cykl opowiadający o szczęśliwych powrotach pacjentów niedosłyszących lub niesłyszących do świata dźwięków. Happy end nie zawsze jednak oznacza to samo. Sukcesy w terapii uzależnione są m.in. od możliwości pacjenta. W przypadku Soni, której w 2004 r. jako jednemu z pierwszych dzieci z częściową głuchotą wszczepiono implant, były one ograniczone. W chwili operacji Sonia miała osiem lat (obecnie implantuje się dzieci znacznie wcześniej, nawet przed pierwszym rokiem życia), ponadto jej wadzie słuchu towarzyszyła wada wzroku. Po operacji dziewczynka nie nauczyła się mówić tak dobrze jak wielu innych pacjentów z implantem. Jednak bez tego urządzenia 26-letnia obecnie Sonia nie mogłaby żyć w taki sposób, w jaki żyje. Ukończyła studia. Jej grono przyjaciół ciągle się powiększa. Wiele podróżuje. Zamierza założyć rodzinę. – Myślę, że jest szczęśliwa i że korzysta z życia, jak tylko może – podkreśla mama Soni, Katarzyna Gierczak, opowiadając historię córki.

Choć bycie mamą nie okazało się rzeczą prostą, zawsze walczyłam o moją córkę, by miała łatwiejsze życie. Kiedy dowiedziałam się o zdrowotnych problemach córki, było mi bardzo ciężko. Przed urodzinami Soni wyprowadziłam się z rodzinnych stron, ze Śląska, z bliskimi miałam kontakt tylko telefoniczny. I chociaż chodziłam do szkoły rodzenia i czytałam jakieś poradniki dla młodych mam, nie byłam tak czujna, jak z pewnością byłabym teraz. Przypomnę, że w tamtym czasie nie było jeszcze badań przesiewowych słuchu dla noworodków.
Tego, że Sonia ma problem ze słuchem, zaczęłam się domyślać, gdy dziecko, będąc w chodziku, nie reagowało, kiedy je wołałam. Próbowałam się dowiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Moje otoczenie nie rozumiało tego zaniepokojenia. Uważano, że czepiam się dziecka, że jestem przewrażliwiona. A ja widziałam, że jej rozwój motoryczny też nie jest prawidłowy, choć neurolodzy zapewniali mnie, że wszystko jest w porządku. Sonia nie raczkowała, późno zaczęła chodzić. Długo szukałam miejsca, gdzie mogłabym zbadać dziecku słuch. Wtedy wiedza na temat wad słuchu była niewielka nawet wśród lekarzy (w bilansie dwulatka Sonia otrzymała wyniki „prawidłowe”).
Po roku wróciłam z Gdyni na Śląsk. Podczas wizyty u neurologa dziecięcego w Gliwicach pierwszy raz powiedziano mi, gdzie mogę córce wykonać badanie słuchu – w szpitalu w Ochojcu. Badanie wykazało, że na dźwięk do 100 dB nie ma odpowiedzi, czyli że dziecko nie słyszy. Choć wcześniej podejrzewałam, że coś jest nie tak ze słuchem córki, wynik był dla mnie ogromnym szokiem, byłam załamana…