Są niepełnosprawni, ale wcale się tacy nie czują i nie marzą o innym życiu. „Braki” są integralną częścią ich tożsamości, decydują o tym, kim są i dokąd zmierzają w swoim życiu. Bez niepełnosprawności byliby zupełnie innymi ludźmi. Jakimi? Tego nie potrafią sobie wyobrazić. Historie mającej problemy z chodzeniem Mileny oraz niewidomych Emilii i Grzegorza nie tylko poruszają i skłaniają do refleksji, ale mogą także inspirować. – Opisałam je po to, aby osobom z zaburzeniami słuchu, które borykają się z brakiem wiary we własne możliwości, łatwiej było zmienić nastawienie do siebie i swoich problemów – podkreśla Justyna Witkowska, protetyk słuchu z Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Fot. arch. prywatne
Ostatnie dwie, trzy dekady to czas głębokich zmian w postrzeganiu niepełnosprawności. Nie tylko przez społeczeństwo, ale także – czy może przede wszystkim – przez same osoby z niepełnosprawnością. Kilkanaście lat pracy z niesłyszącymi i niedosłyszącymi pozwoliło mi na wnikliwe obserwacje osób z dysfunkcją słuchu, które niejednokrotnie borykają się z poczuciem izolacji, niskiej samooceny i brakiem wiary we własne możliwości. Tymczasem niepełnosprawność traktowana jako uwarunkowanie, a nie brak i niedoskonałość, może prowadzić do zmiany spojrzenia na życie i własne możliwości. Tak właśnie do tego podchodzą Grzegorz Dowgiałło i jego partnerka Emilia Stalmach, a także Milena Olszewska.
Nasz świat nie będzie inny
Milena w wieku 15 lat straciła prawą nogę. Ale wcześniej nie było tak, że była całkowicie sprawna. Nie! Od urodzenia miała niedorozwój tej kończyny. Grzegorz też nie pamięta innego życia niż z niepełnosprawnością. Wzrok stracił przez siatkówczaka, nowotwór, który dał o sobie znać pó łroku po narodzinach. Lekarzom zabrakło wiedzy, jak skutecznie leczyć to schorzenie, podjęli więc decyzję o usunięciu obu gałek, tak by uniknąć ewentualnych przerzutów. Emilia, jego ukochana, też straciła wzrok tuż po narodzinach. Była wcześniakiem, przyszła na świat w piątym miesiącu ciąży, ważąc jedynie 750 gramów. Trafiła do inkubatora, ale ten był niewłaściwie nadzorowany, co spowodowało utratę wzroku. Doszło do zniszczenia siatkówki, co skończyło się retinopatią wcześniaczą piątego stopnia i całkowitą utratą wzroku.
Ktoś mógłby rzec – trzy historie, trzy tragedie. Ale żadna z tych osób tak tego nie postrzega. Niepełnosprawność Mileny, Grzegorza i Emilii, paradoksalnie, jest częścią ich historii, której wcale nie chcą zmieniać.
Milena jest sportsmenką, strzela z łuku i odnosi w tej dyscyplinie sukcesy. Zdobyła już dwa brązowe medale na igrzyskach paraolimpijskich: w 2012 roku w Londynie i w 2016 roku w Rio de Janeiro. W 2014 i 2016 roku wywalczyła też złote medale mistrzostw Europy, a w 2016 roku zdobyła srebrny medal w konkurencji indywidualnej.

Kadr z filmu „Niepełnosprawni Pełni Możliwości”/ www.youtube.com
Grzegorz jest muzykiem – śpiewa, komponuje, gra na wielu instrumentach. Jest też świetnym aktorem. Zdobył wiele nagród muzycznych i teatralnych, m.in. na Festiwalu Zaczarowanej Piosenki w 2007 roku czy w 2019 roku „Złotą Maskę” za tytułową rolę w musicalu „Stańczyk”.
Emilia, jego życiowa partnerka, to artystka z krwi i kości, choć woli o sobie mawiać „adeptka sztuki”, spełnia się w teatrze, śpiewie i sztuce musicalowej. Wielokrotnie występowała przed publicznością. Oprócz sceny w swoim życiu wybierała różne miejsca – była choćby przewodniczką w muzeach i na wystawach prowadzonych w ciemności.
Każda z tych trzech osób na swój sposób rozumie, że to wszystko, co ją ukształtowało i co ją definiuje jest związane z niepełnosprawnością. Bez niej te osoby nie byłyby tu gdzie są i kim są.
Więcej w wydaniu:
Alleluja! czyli o fonosferze Wielkanocy (marzec-kwiecień 2025 nr 2)