Magdalena i Katarzyna Ickiewicz, bliźniaczki z Gdyni, urodziły się niesłyszące. Teraz mają po 22 lata. Magda studiuje kosmetologię, marzy o własnym gabinecie kosmetycznym. Kasia wybrała studia turystyczne, uczy się też w Policealnej Szkole Audiologii w Kajetanach i pracuje jako technik medyczny w Centrum Mowy i Słuchu Medincus w Warszawie. Obydwie słyszą dzięki implantom i pozostają pod opieką Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. Na spotkanie umawiają się jednak nie w zacisznych Kajetanach, lecz w głośnej kawiarni w centrum Warszawy.

SŁYSZĘ: U żadnej z was nie widzę procesora…
KATARZYNA I MAGDALENA ICKIEWICZ: Jest tak przymocowany, że w ogóle go nie widać! Dlatego osoby z uczelni czy pracy często nie wiedzą, że nie słyszymy. Teraz czekamy na nowszy model. My korzystamy z procesora na baterie, taki wolimy, bo jeszcze są na akumulatory. Baterie wytrzymują od trzech do pięciu dni i dla nas jest to OK.
S.: Kiedy zdejmujecie procesor, przenosicie się w świat kompletnej ciszy?
M.I.: Ja w prawym uchu słyszę tylko niektóre dźwięki, na przykład szczekanie psa, gwizd czajnika, gwizdek na basenie. Kasia nic nie słyszy. Ale dla nas jest to rzecz normalna, bo zawsze tak było. W naszym przypadku niedosłuch nie był związany z jakąś wadą genetyczną, tylko z tym, że mama, będąc z nami w ciąży, zachorowała na różyczkę. Tak niestety się stało, ale mogło być przecież gorzej – mogłybyśmy nie widzieć albo nie chodzić. Dlatego uważamy, że lepiej już nie słyszeć. Choć my i tak słyszymy dzięki implantowi.
S.: Powiedzcie mi, uważacie się za osoby słyszące czy niesłyszące?
K.M.I.: Uważamy się za osoby słyszące, ponieważ dzięki implantom ślimakowym możemy funkcjonować jak normalnie słyszące osoby. Czasami możemy mieć jakiś problem ze zrozumieniem czegoś, ale to nam nie przeszkadza normalnie żyć. Nasza rodzina, znajomi też traktują nas jako osoby słyszące, wiedzą również, w jakich sytuacjach mamy kłopoty z odbiorem jakichś informacji, np. kiedy jest hałas, gra głośna muzyka.
S.: Pamiętacie okres całkowitej ciszy w swoim życiu, kiedy nic nie słyszałyście?
K.M.I.: Nie, nie pamiętamy tego. Byłyśmy zbyt małe. Chyba nie zdawałyśmy sobie sprawy z tego, że nie słyszymy. Nosiłyśmy wtedy aparat słuchowy, ale on w ogóle się nie sprawdził. Implant wszczepiono nam, gdy miałyśmy 3,5 roku. Lekarze z Akademii Medycznej w Gdańsku odradzali naszym rodzicom ten Pracujemy po to, by spełniać marzenia zabieg. Wtedy to była nowość i wszyscy straszyli powikłaniami. Ale nasi rodzice widzieli w tym szanse dla nas i zaufali lekarzom, którzy chcieli nam pomóc. Miałyśmy mieć operacje w różnych terminach, ale mama się uparła, żeby to był ten sam dzień. Operował nas prof. Henryk Skarżyński w szpitalu na Żoliborzu.
K.: Ja pamiętam tylko, jak po operacji siedziałam na kolanach mamy i ją biłam, a do taty się przytulałam. Zapamiętałam też ogromną salę.
M.: Ja z kolei pamiętam, jak tata niósł mnie na rękach na salę operacyjną, ale to jedyne wspomnienie.