Anna Pałasińska o swoim życiu z chorobą Meniere’a

Anna Pałasińska /.Fot. Paweł KęskaArtystka słowa. Pisze wiersze i sztuki teatralne. Jej świat kręci się głównie wokół amatorskiego Teatru Stajnia, który założyła dziesięć lat temu. Niestety są i takie dni, kiedy jej świat wiruje dosłownie. Antonina Anna Pałasińska zmaga się bowiem z atakami silnych zawrotów głowy, których przyczyną jest choroba Ménière’a. Do pionu przywracają ją najbliżsi i pasja tworzenia.
Aneta Olkowska
Konsultacja: Dr n. med. Grażyna Tacikowska – Poradnia Zawrotów Głowy i Zaburzeń Równowagi, Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu

W Teatrze im. Stefana Jaracza w podwarszawskim Otwocku po raz kolejny została wystawiona sztuka jej autorstwa. „Straszną zbrodnię w pensjonacie Zacisze”, humorystyczny kryminał osadzony w przedwojennym klimacie, napisała specjalnie na obchody stulecia rodzinnego miasta, z którym jest bardzo związana. Kocha je za zapach sosnowych lasów i urok drewnianych willi zaprojektowanych przez osiadłego na tych ziemiach wileńskiego artystę Michała Elwiro Andriollego. Przed wojną zapełniali je letnicy – bogaci warszawiacy, przedstawiciele stołecznej bohemy, spragnieni wypoczynku i zdrowego powietrza. Dziś wille te, których charakterystyczną architekturę Konstanty Ildefons Gałczyński żartobliwie nazwał „świdermajerami”, niszczeją „nikomu niepotrzebne, szpetnie ocieplone styropianem i obite tekturą”, jak ze smutkiem pisze Anna w swojej książce zatytułowanej „W moim ogrodzie”. Boli ją brak szacunku dla lokalnej spuścizny kulturowej, brak świadomości bogatej historii tego regionu. Dlatego założyła fundację „Brzegi Andriollego”, o którym mówi, że gdyby żył, byłby jej ulubionym sąsiadem. Poprzez organizację artystycznych spotkań, majówek, koncertów, promujących miejscowych twórców i integrujących lokalną społeczność, chce kultywować tradycje tego miejsca. Z tej potrzeby narodził się też jej Teatr Stajnia.

Genius loci
Na czas spektaklu drewniana stajnia, która stoi na ogromnej działce należącej do rodziny Anny, stanowiącej fragment dawnego majątku mistrza Andriollego, przechodzi spektakularną metamorfozę. W zależności od potrzeb jest domem Julki, bohaterki napisanej przez Annę sztuki „Romek i Julka” nawiązującej do słynnego szekspirowskiego dramatu, czy też tytułowym pensjonatem Zacisze. Założony przez Annę teatr jest bowiem teatrem plenerowym, czerpiącym z tradycji biesiadnych. – Bywa, że na nasze spektakle przychodzi i 500 osób – mówi Anna. – Obowiązkowym biletem wstępu jest przyniesienie czegoś na stół, bo po przedstawieniu odbywa się uczta, są dysputy, tańce i śmiechy. Odziedziczyłam leżący odłogiem nieużytek i szukałam przeznaczenia tej ziemi, jej genius loci – wspomina Anna. – Na otwockich piaskach rosnąć nic nie chciało, a pragnęłam stworzyć miejsce niezwykłe, przyjazne i ludziom, i zwierzętom. Stąd moje konie i stąd Teatr Stajnia. A może to duch Szekspira, którego twórczość uwielbiam, mnie natchnął? Wszak to jego bohater, król Ryszard III, krzyczał „Konia! Konia! Królestwo za konia!”. Tylko że konie Anny to nie bojowe rumaki. Część z nich została uratowana z transportu na rzeź. Dożywają tu spokojnej starości. Są i takie, które pracują z dziećmi. Córka Anny, Jula, jest bowiem z wykształcenia i potrzeby serca instruktorem jazdy konnej i terapeutą. – Mój mąż Zbyszek też nieustannie coś wymyśla, konstruuje, udoskonala. W naszej rodzinie rozwijanie swoich pasji stanowi sens życia – mówi Anna.


Więcej w wydaniu marzec/kwiecień 2/154/2017
https://slysze.inz.waw.pl/o-postepie-w-otorynolaryngologii-slysze-nr-marzeckwiecien-21542017/