Historia z happy endem „rodziny ślimaczków”

Głusi mogą wszystko, oprócz słyszenia – powiedział Irving King Jordan, który został pierwszym głuchym rektorem Uniwersytetu Gallaudet w USA w 1988 r. Ja się z tym stwierdzeniem zgadzam, tylko że obecnie możemy naprawdę wszystko, nawet słyszeć. Oczywiście dzięki implantom – mówi Katarzyna Kapusta, która wraz ze swoim mężem i dwoma synami pozostaje pod opieką Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. Cała rodzina korzysta z implantów ślimakowych.

Bartek i Szymon 
oraz Katarzyna i Krzysztof Kapustowie. Jesienna sesja fotograficzna na farmie Dyniowe Love, Rotmanka, październik 2020.
Bartek i Szymon oraz Katarzyna i Krzysztof Kapustowie. Jesienna sesja fotograficzna na farmie Dyniowe Love, Rotmanka, październik 2020.

Wadę słuchu wykryto u mnie zaraz po urodzeniu, jednak wychowywałam się wśród osób słyszących. Nawet nie interesował mnie zbytnio fakt, że są osoby całkiem niesłyszące, choć przecież jeździłam z mamą na rehabilitację słuchu do ośrodka, gdzie wszyscy pacjenci mieli problemy ze słyszeniem. W przypadku Krzyśka, mojego męża (wadę słuchu zauważono u niego, kiedy miał trzy lata), było podobnie. W jego rodzinie wszyscy słyszeli, więc początkowo miał kontakt tylko z takimi osobami. Ze światem osób głuchych zetknęliśmy się obydwoje dopiero w szkole dla osób niesłyszących w Gdyni. Ja uczyłam się w niej od gimnazjum do matury (nauczyłam się tam m.in. języka migowego). Dla Krzyśka był to drugi dom. Ta szkoła go ukształtowała.

Po ukończeniu liceum przyszedł czas na studia wyższe. Ja wybrałam pedagogikę, a Krzysiek – Politechnikę Gdańską. Było to dla niego wielkie wyzwanie – bał się, że nie będzie rozumiał, co mówią wykładowcy. Nie wiedział też, jakie osoby spotka na roku. Na szczęście trafił na życzliwych kolegów i koleżanki, którzy zawsze chętnie mu pomagali w sytuacjach awaryjnych. Teraz obydwoje jesteśmy dumni, że daliśmy radę i ukończyliśmy nasze uczelnie.

To właśnie w szkole dla niesłyszących poznaliśmy się i zostaliśmy parą, a jakiś czas temu wzięliśmy ślub. To był nasz wyczekany i wymarzony ślub bez tłumacza. Zajęłam się jego organizacją, podobnie jak wesela. Wszyscy byli zaskoczeni moją samodzielnością i odpowiedzialnością. Ale przecież o to chodzi, żeby nie bać się pokazać, że coś potrafimy, że dajemy sobie radę i że nie zawsze czekamy na pomoc innych.

Więcej w wydaniu:
https://slysze.inz.waw.pl/25-lat-instytutu-fizjologii-i-patologii-sluchu-slysze-nr-styczen-luty-1-177-2021/