Olaf Kaca: Dzięki implantowi mogę wszystko!

Pacjent Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, 15-letni Olaf Kaca, zachwycił swoją grą na perkusji jury pierwszej edycji Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z Zaburzeniami Słuchu „Ślimakowe Rytmy”. Ale Olaf ma sukcesy nie tylko w muzyce. Ostatnio, za działania prospołeczne w ramach wolontariatu i aktywność na rzecz rówieśników, dostał Nagrodę Specjalną im. Marii Konopnickiej Łódzkiego Kuratora Oświaty. Opisując swoją historię, chciał pokazać, jak wiele może osiągnąć osoba z wrodzoną wadą słuchu, jeśli otrzyma odpowiednie wsparcie.

Olaf Kaca / fot. Maciej Nowicki

Fakt, że nie słyszę, odkryto gdy miałem pół roku. Przyczyna nie jest do końca znana. Uszkodzenie komórek słuchowych w ślimaku spowodowała prawdopodobnie biodacyna – silny antybiotyk, który jako wcześniak otrzymywałem przez pierwsze dni swojego życia, leżąc w inkubatorze. W wieku 10 miesięcy pojechałem z rodzicami do Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie. Dowiedzieliśmy się o nim tzw. pocztą pantoflową (dzięki babci Maryni, cioci Kasi i pani Irenie).

Przełomowy dzień
W marcu 2003 roku, podczas pierwszej wizyty w Instytucie, otrzymałem aparaty słuchowe. Potem co tydzień przychodziła do mnie ciocia Ula, która jest logopedą. Uczyła mnie słuchać. Miałem także zajęcia z panią Sylwią Ramus, logopedą z NZOZ „Acusticus”.

30 listopada 2004 roku będę wspominał do końca życia. To był przełomowy dzień w moim życiu. Przeszedłem wówczas operację wszczepienia implantu ślimakowego, którą przeprowadził profesor Henryk Skarżyński. Pamiętam, że po zabiegu miałem na głowie bandaż, a w szpitalu bawiłem się z innymi dziećmi. Mój procesor mowy został aktywowany na początku 2005 roku. Umiałem już wtedy wymówić proste słówka, na przykład „mama”. Na aparat słuchowy mówiłem zaś „abaga”. Powinienem nosić go na drugim, niezaimplantowanym uchu, ale nie lubiłem tego robić, gdyż był niewygodny.

Po operacji nadal raz w tygodniu chodziłem do logopedy, pani Mirosławy Pajdak. W 2006 roku zacząłem uczęszczać do Integracyjnego Przedszkola nr 214 w Łodzi. Na początku nauczyciele nie byli pewni, czy sobie poradzę. Szybko jednak nadrobiłem zaległości w rozwoju mowy. Po kilku miesiącach wszyscy się do mnie przyzwyczaili. Rówieśnicy także. Z niektórymi kolegami mam nawet kontakt do dziś. W przedszkolu lubiłem nie tylko wspólne zabawy, lecz także zajęcia dodatkowe, m.in. karate, szachy, taniec i gimnastykę korekcyjną.

Po przedszkolu kontynuowałem naukę w Integracyjnej Szkoły Podstawowej nr 67 im. Janusza Korczaka. Miałem tam również wiele ciekawych zajęć pozalekcyjnych, m.in. naukę pływania, oraz obowiązkowo język angielski i niemiecki. Mimo że moje początki w tej szkole również nie były łatwe, jednak z czasem było coraz lepiej. W szóstej klasie otrzymałem świadectwo z czerwonym paskiem, a sprawdzian na zakończenie nauki napisałem najlepiej w całej szkole! Wszystkie wyniki były powyżej 90 proc., a z jednego przedmiotu miałem nawet 100 proc. To był jeden z najlepszych dni w moim życiu!

Zdecydowałem się na dalszą naukę w Publicznym Gimnazjum Integracyjnym nr 47 im. Janusza Korczaka w Łodzi. Dobrze się w nim czuję. Pierwszą klasę ukończyłem ze świadectwem z czerwonym paskiem. I otrzymałem stypendium. Reprezentuję szkołę w poczcie sztandarowym, działam w samorządzie szkolnym, kandydowałem również do Młodzieżowej Rady Miejskiej.


Więcej w wydaniu maj/czerwiec 2/154/2017
http://slysze.inz.waw.pl/1st-world-tinnitus-congress-i-symposium-ierasg-spotkanie-swiatowych-ekspertow-w-warszawie-slysze-nr-majczerwiec-21542017/