Psycholog Nina Ambroziak o budowaniu pozytywnych relacji między rodzeństwem

Wychowanie dziecka z zaburzeniem słuchu zajmuje zwykle więcej czasu i uwagi niż jego zdrowych braci czy sióstr. Rodzeństwo malucha, który wymaga terapii i specjalnej troski, często czuje się odsunięte, a nawet mniej kochane przez rodziców. Jak budować pozytywne relacje w rodzinach, w których jedno z dzieci nie jest w pełni sprawne, wyjaśnia Nina Ambroziak, psycholog i terapeuta z wieloletnim stażem.

Na podstawie swoich wieloletnich obserwacji mogę powiedzieć, iż w wielodzietnych rodzinach, w których jedno z dzieci jest niesłyszące, rodzeństwo czuje się przeważnie zaniedbywane przez rodziców. Opiekunowie popadają w gonitwę terapeutyczną: jeżdżą z niesłyszącym maluchem do logopedy, surdopedagoga, surdopsychologa, na terapię sensoryczną. W efekcie kilka dni w tygodniu przeznaczają na wizyty u specjalistów. Dziecko słyszące spędza ten czas samotnie, w najlepszym wypadku pozostaje w domu pod opieką tylko jednego z rodziców, przeważnie ojca. W jego przypadku czas spędzony z matką zostaje ograniczony.

Taka sytuacja może mieć przykre konsekwencje. Przypomnę to, o czym już wspominałam we wcześniejszych odcinkach cyklu „Specjalnie dla rodziców”, w relacji z kimś stajemy się kimś. Dla dziecka pierwszą, najważniejszą osobą pozostaje matka. Jeśli jest ona skoncentrowana głównie na dziecku z wadą słuchu, może to negatywnie wpływać na rozwój emocjonalny sprawnego rodzeństwa. Z kolei dla dziecka niesłyszącego długi czas spędzany z matką nie musi wcale przekładać się na poprawę relacji – co z tego, że przez cały czas terapii towarzyszy ona dziecku, jeśli jadąc samochodem do terapeuty, nie zamieni z maluchem ani słowa, bo np. słucha radia. To sytuacja, w której niepełnosprawny maluch wcale nie jest uprzywilejowany. Dla słyszącego rodzeństwa istotne jest jednak tylko to, że mamy nie ma, bo poświęca czas bratu czy siostrze. Dziecko słyszące może poczuć się zaniedbane, opuszczone, może nawet zachowywać się w taki sposób, jaki przyciągnie uwagę rodziców. A to rodzi kolejne problemy w rodzinie.

Dziecko niesłyszące wymaga rehabilitacji, a wizyty u kolejnych terapeutów mogą pochłaniać dużo czasu. Czy można zatem jakoś rozwiązać ten problem? Tak. Do specjalisty wystarczy zabierać również dziecko słyszące. Jeśli matka nie wchodzi z dzieckiem do gabinetu terapeuty, to 45 minut wolnego czasu może poświęcić drugiemu dziecku. Jest też inne rozwiązanie, które zapobiega poczuciu porzucenia u zdrowego dziecka. W czasie, kiedy niedosłyszący maluch ma sesje np. u logopedy, drugie dziecko uczestniczy w dodatkowych zajęciach. Ma na przykład lekcje jazdy konnej, chodzi na kółko teatralne itp. Proszę jednak nie zrozumieć opacznie tego, o czym teraz mówię. Nie chodzi o konieczność zapełnienia czasu dziecka słyszącego zajęciami dodatkowymi. Nie chodzi o to, by przebywało ono w szkole czy przedszkolu od 8 rano do 19 wieczorem, kosztem czasu, który mogłoby spędzić z rodzicem, babcią czy dziadkiem. Cel jest inny – trzeba umiejętnie gospodarować czasem rodziny. Godziny, w których niepełnosprawne dziecko ma zajęcia terapeutyczne, dla zdrowego rodzeństwa mogą być czasem przeznaczonym na rozwijanie pasji i zainteresowań. Jeśli natomiast zdrowe dzieci pozostają w domu pod opieką drugiego rodzica, ważne jest, by nie był to czas spędzony np. przed telewizorem. Ojciec nie może powiedzieć: „Wy układajcie puzzle, a ja obejrzę mecz”. Ma on tak zorganizować sobie czas, by móc poświęcić słyszącym dzieciom jak najwięcej uwagi – pobawić się z nimi, poczytać książki, porozmawiać.


Więcej w wydaniu marzec/kwiecień 2/148/2016
http://slysze.inz.waw.pl/stymulacja-sluchowa-glosu-slysze-nr-marzeckwiecien-21482016/

KUP TERAZ
http://www.inz.waw.pl/web/wydawnictwa/isklep.php