Muzyka i medycyna – wywiad z prof. H. Skarżyńskim

Światowej sławy otochirurg i wielbiciel muzyki. Jako pierwszy w Polsce wszczepił implant osobie niesłyszącej, jako pierwszy w świecie wykonał taką operację u osoby z częściową głuchotą. Opracował unikalną technikę chirurgiczną, pozwalającą na zachowanie istotnych dla odbioru muzyki dźwięków z zakresu niskich częstotliwości oraz metodę stymulacji percepcji słuchowej SPS-S, w której muzykę wykorzystuje się w leczeniu centralnych zaburzeń słuchu. Od kilkunastu lat kieruje Katedrą Audiofonologii i Foniatrii na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. W lipcu z inicjatywy prof. Henryka Skarżyńskiego odbędzie się I Międzynarodowy Festiwal Muzyczny Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z Zaburzeniami Słuchu „Ślimakowe Rytmy”. – To pomysł pokazania szerokiej publiczności talentów muzycznych uratowanych dzięki postępowi w nauce i medycynie – mówi w wywiadzie dla „Słyszę”.
Rozmawiała: Jolanta Chyłkiewicz

Prof. Henryk Skarżyński

Prof. Henryk Skarżyński

Słyszę: Czym jest dla Pana muzyka, Panie Profesorze?
Prof. Henryk Skarżyński: Muzykę można definiować w różny sposób. Jedna z definicji mówi, iż muzyka to sztuka organizacji struktur dźwiękowych w czasie. Ja wolę jednak myśleć o muzyce jako o dziedzinie sztuk pięknych, elemencie naszej kultury, wreszcie formie komunikacji, która towarzyszy ludziom od wieków. Ludwig van Beethoven podkreślał, że „muzyka jest potrzebą narodów”. Pomaga tworzyć narodową tożsamość, umacniać wiarę. Ja podczas swoich wykładów cytuję słowa Platona „Takie jest państwo, jakiej muzyki słucha społeczeństwo”.
Fascynujące jest to, w jak silny sposób muzyka wpływa na psychikę człowieka. Pobudza wyobraźnię, rozwija inteligencję albo nawet „leczy duszę”. I chociaż każdy z nas ma inne preferencje – od klasyki, jazzu czy muzyki ludowej po pop czy dźwięki alternatywne – to chyba nikt z nas nie wyobraża sobie bez niej życia. Ja też. Jako człowiek kochający muzykę i lekarz rozumiem dramat pacjentów, którym pogarszający się słuch uniemożliwia delektowanie się melodią. Wiele osób po wszczepieniu implantów już na początku rehabilitacji błaga naszych specjalistów „ustawcie mi procesor tak, żebym mógł/ mogła nareszcie słuchać muzyki”. W ich oczach widać ogromną radość, kiedy po upływie kilku, kilkunastu miesięcy – to sprawa indywidualna – rzeczywiście zaczynają słuchać ulubionych utworów. Dość często podczas rozmowy z rodzicami moich pacjentów, zwłaszcza tych w wieku szkolnym, jestem pytany, czy mogą słuchać muzyki i jak długo. Niektórzy myślą, że powiem – nie wolno! Tak nie jest. Muzyka jest nam potrzebna do życia jak słońce. Trzeba tylko korzystać z tego przywileju i daru jej odbioru rozsądnie.

Festiwal będzie pokazem talentów muzycznych,
jakie niesłyszący i niedosłyszący mogą rozwijać
dzięki najnowocześniejszym metodom leczenia.

S.: Jak Pan Profesor wpadł na pomysł, aby zorganizować pierwszy w świecie festiwal muzyczny z udziałem pacjentów implantowanych? I jaki jest zamysł tego unikalnego przedsięwzięcia?
H.S.: Uważam, że podstawowym obowiązkiem lekarza jest skuteczne rozwijanie programów profilaktycznych, zapobiegających różnym schorzeniom oraz skuteczne leczenie tych, którzy potrzebują pomocy medycznej. Moim zdaniem od lekarza należy oczekiwać zaangażowania także w inne problemy, nie tylko te związane z chorobą. Jako bezpośredni koordynator procesu terapeutycznego lekarz może pokazać coś więcej. Może zwrócić uwagę na inne aspekty aktywności człowieka, któremu służy swoją pracą. W różnej formie może pokazać sukces terapii, zwrócić uwagę na problem, który dotyczy już ponad 1 mld osób na świecie.
Pomysł organizacji międzynarodowego festiwalu narodził się w mojej głowie, kiedy obserwowałem, jaką rolę odgrywa muzyka w codziennej terapii, oraz jak fantastycznie rozwija swoje muzyczne pasje bardzo duża grupa pacjentów. W zamyśle ten festiwal to nie „paraigrzyska” dla niepełnosprawnych. To prawdziwy pokaz unikalnych zdolności, niezwykłych talentów i profesjonalizmu dużej grupy pacjentów. Niezwykłe znaczenie ma fakt, że rozwój ich pasji muzycznych jest możliwy dzięki najnowszym osiągnięciom współczesnej nauki i medycyny. Jako człowiek zajmujący się nauką i medycyną praktyczną oraz laureat plebiscytu Ludzie Wolności w kategorii „Nauka” czułem wewnętrzną potrzebę, aby pokazać, jak nauka może wspierać ludzkie pragnienie wyrażania siebie m.in. poprzez muzykę. Chciałem pokazać, że pacjenci, którzy kiedyś nie mieli praktycznie żadnych szans na słyszenie, teraz dzięki postępowi w otochirurgii i technologiach medycznych mogą nie tylko swobodnie komunikować się w codziennym życiu, lecz także słuchać muzyki. Jej percepcja jest o wiele trudniejsza niż rozumienie mowy. A jednak wielu pacjentów z poważnymi zaburzeniami słuchu może nie tylko czerpać przyjemność ze słuchania ulubionych utworów, lecz nawet realizować swoje muzyczne pasje. Festiwal, który docelowo ma wpisać się w kalendarz najważniejszych międzynarodowych wydarzeń artystycznych, będzie pokazem talentów muzycznych, jakie niesłyszący i niedosłyszący w różnym wieku mogą rozwijać dzięki coraz nowocześniejszym metodom leczenia, w tym także dzięki wszczepieniu implantów słuchowych.

Prof. Henryk Skarźyński: Teraz spełnia się moje wielkie marzenie.

Prof. Henryk Skarźyński: Teraz spełnia się moje wielkie marzenie.

S.: Tak się składa, że 25 lat temu rozpoczął Pan Profesor prace nad wdrażaniem w Polsce programu implantów ślimakowych. Proszę o przypomnienie, jakie były jego początki.
H.S.: Prezentację na temat implantów zobaczyłem po raz pierwszy na I Kongresie Europejskich Towarzystw Otolaryngologicznych (EUFOS) w 1988 r. w Paryżu. Kilka miesięcy później podczas mojej kolejnej wizyty we Francji odwiedziłem klinikę kierowaną przez prof. J. M. Sterkersa. Dzięki jego pomocy wziąłem następnie udział w zjeździe otolaryngologów francuskich, gdzie zapoznałem się z wynikami pracy prof. Claude’a Henriego Chouarda, który od 1973 roku realizował w Europie program leczenia głuchoty za pomocą implantów. W końcu – dzięki życzliwości wielu osób – mogłem odbyć kolejne staże w kierowanej przez niego paryskiej klinice w Szpitalu św. Antoniny. Wyposażony w taką wiedzę próbowałem po powrocie do Warszawy rozpocząć przygotowania do realizacji programu implantów ślimakowych w Polsce.
Formalnie możliwości szpitala klinicznego Akademii Medycznej w Warszawie były ograniczone. Z tego m.in. powodu wraz z gronem wybitnych naukowców oraz przyjaciół została założona pozarządowa Fundacja Rozwoju Medycyny „Człowiek-Człowiekowi”. Zostałem pierwszym szefem jej zarządu. Pierwszym zadaniem Fundacji była organizacja kadry i zaplecza dla działań mających w Polsce odmienić los tych, którzy nie słyszeli nigdy, oraz tych, którzy słyszeli, ale stracili słuch. Było to pionierskie, odważne przedsięwzięcie. Brak powodzenia oznaczałby zaniechanie tego programu na kolejne lata. Ewentualny sukces oznaczałby niezwykły impuls dla rozwoju otochirurgii, audiologii, rehabilitacji i wczesnej diagnostyki wad słuchu u noworodków.
W ten niezwykle złożony, wielospecjalistyczny program włączyły się kolejne osoby, lekarze, psycholodzy, logopedzi, pedagodzy, inżynierowie i audioprotetycy. Dziś wielu już nie pamięta tej pracy, tego wysiłku, tego ryzyka. Przygotowania do pierwszej operacji wszczepienia implantu osobie niesłyszącej, którą wykonałem 16 lipca 1992 roku, trwały dwa lata. Moją powinnością jest przypomnieć nazwiska tych, którzy mi uwierzyli i wsparli mnie w tym niełatwym czasie, ofiarnie włączając się w program leczenia głuchoty w Polsce. Jego realizowanie nie byłoby możliwe, gdyby nie wsparcie takich osób jak ks. bp Alojzy Orszulik – wtedy zastępca sekretarza Episkopatu Polski, prof. Wiesław Chrzanowski – Marszałek Sejmu, prof. Andrzej Stelmachowski – Marszałek Senatu, prof. Zofia Kuratowska – Przewodnicząca Społecznej Fundacji Solidarności. Pośrednio i bezpośrednio program był wspierany przez moich przyjaciół – prezydium naszej Rady Fundacji: prof. Stefana Krusia i prof. Grzegorza Opolskiego oraz mgr. Romana Chojnowskiego i Elwirę Ludwikowską. Bezpośrednio w realizację programu włączyli się naukowcy i specjaliści z obszaru medycyny: doc. Maria Góralówna, dr Anna Geremek-Samsonowicz, dr Małgorzata Mueller-Malesińska, dr Joanna Szuchnik, inż. Jadwiga Hoffman oraz audioprotetyk Andrzej Herszhorn. Nie było nas wielu, ale ten zespół zapewnił opiekę pierwszym pacjentom w 1992 roku, a następnie rozwinął w Polsce program wykrywania wad słuchu u noworodków i niemowląt. Stało się to podstawą organizacyjną i kadrową dla utworzenia w 1993 roku drugiego w Europie Ośrodka Diagnostyczno-Leczniczo-Rehabilitacyjnego dla Osób Niesłyszących i Niedosłyszących „Cochlear Center”. Potem każdy rok stwarzał nam nowe okazje do pokazywania naszych sukcesów, a także – czy raczej przede wszystkim – naszych pacjentów.
Dziś – w 25-lecie rozpoczęcia prac nad uruchomieniem programu leczenia głuchoty w Polsce – możemy cieszyć się z jego efektów. Obecnie dzięki postępowi w otochirurgii i nowym technologiom medycznym dziecko, które rodzi się jako niesłyszące, ma duże szanse na prawidłowy rozwój mowy, zdobycie dobrego wykształcenia i normalne życie. Z naszych badań wynika, że najmłodsi pacjenci, którym wszczepia się implant we wczesnym etapie życia, rozwijają się podobnie jak słyszący rówieśnicy. W szkolnictwie dokonuje się przełom – dzieci mające poważne problemy ze słuchem, które kiedyś trafiały do szkół specjalnych, włączane są w edukację masową. Aż ponad 75 proc. z nich po wszczepieniu implantu uczy się w szkołach powszechnych. Dodam, że wszyscy ci, którym implant wszczepiamy we wczesnym dzieciństwie, przed pierwszym rokiem życia, powinni pójść do szkół powszechnych! Co istotne, uczniowie z implantami mogą osiągać lepsze wyniki w nauce niż dzieci ze słuchem prawidłowym. Niektóre – tak jak uczestnicy Festiwalu – kształcą się nawet w szkołach muzycznych!

S.: To najlepiej świadczy o tym, że dziś, nawet mając poważną wadę słuchu, można wykorzystać talent…
H.S.: Kierując dużym ośrodkiem naukowo-badawczym, staram się stworzyć swojemu zespołowi jak najlepsze warunki do rozwoju. Ogromnie mi zależy, aby najzdolniejsi właśnie w Instytucie mogli szlifować swoje talenty. Jako lekarzowi leży mi na sercu, aby także pacjenci mogli je wykorzystywać. Stąd pomysł zorganizowania Festiwalu z udziałem osób, które przeszły leczenie zaburzeń słuchu, mają dobry słuch muzyczny i pasję wypełniającą ich życie! Śpiewają, komponują, grają na najróżniejszych instrumentach, nagrywają płyty. Organizując Festiwal, pragniemy jako zespół pomóc im w realizowaniu muzycznych marzeń i planów. Dla wielu kandydatów udział w Festiwalu stanie się z pewnością spełnieniem marzeń i niezapomnianą przygodą z muzyką. Ich występ, profesjonalnie przygotowany, z towarzyszeniem orkiestry pod batutą znanego dyrygenta, będzie długo wspominany na całym świecie. Jestem jednak przekonany, że w przypadku niektórych uczestników udział w Festiwalu stanie się jedynie wstępem do dalszej kariery artystycznej.

Mija 25 lat od rozpoczęcia prac nad wdrożeniem
programu leczenia głuchoty w Polsce.
Dziś możemy cieszyć się z jego efektów.

S.: Wspominając o postępie w medycynie, trzeba podkreślić, że wielu pacjentów może delektować się muzyką czy realizować swoje muzyczne pasje dzięki opracowanej przez Pana Profesora procedurze chirurgicznej, która pozwala na zachowanie naturalnego słuchu w zakresie niskich częstotliwości i uzupełnienie jej słuchem uzyskanym na drodze elektrycznej za pośrednictwem implantu. Właśnie ten zakres jest szczególnie ważny dla odbioru muzyki.
H.S.: Rzeczywiście, niskie częstotliwości mają ogromne znaczenie dla odbioru muzyki. Dla jej percepcji szczególnie ważne są informacje o tzw. strukturze czasowej sygnału. To bardzo skomplikowane zagadnienie. Powiem więc tylko, że najwięcej takich informacji dostarczają właśnie niskie dźwięki. Dlatego w przypadku pacjentów z tzw. częściową głuchotą, u których nastąpiła utrata słuchu w zakresie wysokich częstotliwości, zachowanie resztek słuchowych lub normalnego słuchu w zakresie niskich częstotliwości ma wielkie znaczenie.
Przypomnę, że jeszcze do niedawna ta grupa pacjentów nie miała praktycznie żadnej szansy na leczenie. Operacje wszczepienia implantu ślimakowego wykonywane były tylko w przypadku całkowitej głuchoty. W 2002 roku wykonałem pierwszą w świecie operację wszczepienia implantu u osoby dorosłej z częściową głuchotą. To był odważny krok, wiedziałem bowiem, że wprowadzenie czegokolwiek do ślimaka burzy w uchu porządek opisany w literaturze naukowej. W środowisku medycznym przeważał pogląd, że wszczepienie elektrody do takiego ucha oznacza nieodwracalne uszkodzenie ślimaka – zniszczenie tej jego części, która jest odpowiedzialna za odbiór niskich częstotliwości. Okazało się, że tak nie musi być! Opracowana przeze mnie technika chirurgiczna dojścia do ucha wewnętrznego przez okienko okrągłe jest metodą pozwalającą na zachowanie resztek naturalnego słuchu właśnie w zakresie niskich częstotliwości, które dostarczają najwięcej informacji o strukturze czasowej sygnału dźwiękowego. A zatem po wszczepieniu implantu, który dostarcza informacji o średnich i wysokich częstotliwościach, pacjent odbiera pełne spektrum dźwięków. Po zebraniu bardzo dobrych wyników u wszystkich zoperowanych po 2002 roku dorosłych zdecydowałem się w 2004 roku na zoperowanie po raz pierwszy w świecie dziecka z takim słuchem. Był to kolejny krok milowy w rozwoju programu implantów słuchowych, do którego przygotowania zaczęły się 25 lat temu. Taką pacjentką jest też 13-letnia Daria, jedna z uczestniczek Festiwalu. Dziewczynka z częściową głuchotą po wszczepieniu implantu pięknie gra na skrzypcach! Tak ocenił ją wybitny naukowiec i muzykolog prof. Ryszard Zimak – Rektor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie.

S.: Jest Pan Profesor nie tylko autorem techniki operacyjnej ułatwiającej słuchanie muzyki osobom implantowanym, lecz także twórcą metody stymulacji percepcji słuchowej SPS-S, w której przetworzone utwory muzyczne wykorzystuje się w leczeniu centralnych zaburzeń słuchu. Jest to terapia niezwykle skuteczna. Dlaczego?
H.S.: Muzykę w terapii wykorzystywali już starożytni Grecy. W Polsce było i jest wielu specjalistów w tym zakresie, m.in. współpracujący z nami od 20 lat prof. Marek Kurkowski. Ja przyczyniłem się do tego, żeby opracować nowe możliwości technologiczne i wykorzystać je w codziennej praktyce klinicznej.
Gwoli ścisłości wyjaśnię, iż podczas terapii stosuje się różne rodzaje muzyki: od klasycznej (np. utwory Mozarta) przez muzykę ludową, aż do dźwięków niewerbalnych i werbalnych. Wszystkie są modyfikowane przez specjalne urządzenie – stymulator słuchu. Jest to rodzaj słuchawki, która zapewnia przekazywanie dźwięku zarówno drogą powietrzną (fala akustyczna pobudza błonę bębenkową), jak i kostną (poprzez wibracje pobudzane są struktury ucha wewnętrznego). Wykorzystując oba typy przewodnictwa dźwięku, można wpłynąć na jego percepcję. Mechanizm działania tego zjawiska polega na tym, że informacja uzyskana drogą kostną dociera do ucha wewnętrznego jako pierwsza i pozwala na prawidłowe przygotowanie drogi słuchowej do odbioru danego natężenia dźwięku. Podczas pierwszej części terapii pacjenci słuchają przetworzonego materiału dźwiękowego. Następnie ćwiczenia słuchowe są integrowane z zadaniami wzrokowymi, ruchowymi i wzrokowo- -ruchowymi. Stosuje się m.in. ćwiczenia śpiewania, różnicowania melodii wygrywanych na instrumentach muzycznych czy kontroli głosu. Aktywności oraz materiał dźwiękowy są dostosowywane do indywidualnych potrzeb pacjentów, ich trudności oraz wieku.
Terapia oddziałuje przede wszystkim na percepcję słuchową, ale także na koordynację słuchowo-wzrokową, słuchowo- -ruchową i wzrokowo-ruchową, zatem na mechanizmy ściśle kontrolowane przez mózg. Korzystnie wpływa na wyższe funkcje poznawcze. Badania wykazały jej skuteczność m.in. w terapii takich zaburzeń jak dysleksja, zaburzenia uwagi słuchowej czy jąkanie.

S.: Od 2002 roku kieruje Pan Profesor Katedrą Audiologii i Foniatrii na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. To jedyna taka katedra na uczelni muzycznej w Polsce. Na czym polega jej unikalność?
H.S.: Przed wielu laty prof. Janusz Piekarczyk, były rektor Akademii Medycznej w Warszawie, zwrócił się do mnie z prośbą o podjęcie współpracy z uczelnią muzyczną na wniosek jej rektora, prof. Ryszarda Zimaka. Było to wyzwanie dla mnie i pewnie dla środowiska muzycznego. Moja współpraca z tym środowiskiem dawała szansę rozwoju badań nad oddziaływaniem muzyki na codzienne życie, a także wieloma formami terapii u ludzi w różnym wieku. Wspólnie wypracowaliśmy unikalną formułę dla Katedry Audiologii i Foniatrii, jedynej tego typu jednostki naukowej i dydaktycznej w naszym kraju umiejscowionej na uczelni artystycznej.
Specjaliści pracujący w Katedrze prowadzą zajęcia, podczas których studenci uczą się właściwej emisji głosu oraz technik wokalnych w mowie i śpiewie, a także w ramach współpracy z Instytutem Fizjologii i Patologii Słuchu mogą prowadzić wyjątkowe badania naukowe. Jeden z programów naukowo-badawczych dotyczy oceny uwagi i lateralizacji słuchowej u studentów na różnych etapach kształcenia muzycznego. Badane są także zagadnienia związane z terapią i rehabilitacją osób wykorzystujących głos jako narzędzie pracy (śpiewacy, aktorzy, nauczyciele, wykładowcy). Jednym z najbardziej ambitnych zadań jest opracowanie obiektywnych metod, które umożliwią standaryzację procesu diagnostycznego u kandydatów na studia wokalne czy muzyczne. Obecnie specjaliści, określając możliwości wokalne kandydatów na studia (czy też potencjał głosowy wokalistów i śpiewaków), oceniają m.in. budowę krtani, długość i szerokość fałdów głosowych. Jest to jednak ocena subiektywna. Jej dokładność zależy w dużej mierze od doświadczenia specjalisty. Dlatego w Katedrze Audiologii i Foniatrii Uniwersytetu Muzycznego prowadzone są badania, których celem jest wyznaczenie kryteriów umożliwiających dokonanie obiektywnej oceny tych struktur. Stworzenie usystematyzowanych, medycznych podstaw do kwalifikacji kandydatów i kategoryzacji głosu będzie dużym ułatwieniem i wsparciem dla pedagogów w ocenie kompetencji wokalnych kandydatów.

Od momentu otwarcia Centrum w Kajetanach
muzyka jest obecna na sali operacyjnej.
Pomaga nam wszystkim.

S.: Podczas wykładów o słuchu i jego zaburzeniach często wspomina Pan Profesor o wpływie muzyki na rozwój człowieka. Dlaczego stara się Pan uczulić słuchaczy na ten właśnie problem?
H.S.: Coraz więcej badań pokazuje, w jak silny sposób muzyka stymuluje mózg i to od najwcześniejszego etapu życia. Słuch kształtuje się już w okresie prenatalnym. W 6 miesiącu życia płodowego dziecko odbiera dźwięki o natężeniu powyżej 40 dB. Odróżnia ich charakterystyczne cechy, takie jak: melodia, akcent, rytm i natężenie. Zarówno na etapie rozwoju płodowego, jak i we wczesnym dzieciństwie bodźce akustyczne stymulują tworzenie nowych komórek nerwowych. Badania naukowe nie pozostawiają wątpliwości – kontakt z muzyką w pierwszych latach życia poprawia zdolności językowe, pamięć werbalną, myślenie abstrakcyjne, kreatywność. Dlatego coraz większą wagę przywiązuje się do edukacji muzycznej. Dzięki muzyce dzieci po prostu lepiej się uczą. Co istotne, korzyści wynikające z obcowania z muzyką nie kończą się z chwilą opuszczenia murów szkolnych. Badania wskazują na to, że gra na instrumentach poprawia sprawność intelektualną także w wieku podeszłym. Sprawniejsze w jesieni życia pozostają nawet te osoby, które nauczyły się grać na różnych instrumentach, ale potem porzuciły profesjonalne muzykowanie. Wyciągnijmy z tych badań wnioski w odniesieniu do naszego starzejącego się społeczeństwa. W dyskusjach o polityce senioralnej często mówi się, że o zdrowie i kondycję w wieku starszym należy dbać już od dziecka. Uwrażliwiajmy więc dzieci na muzykę od najmłodszych lat, starajmy się inspirować je, by podejmowały próby gry na instrumentach nie tylko w trosce o ich rozwój, lecz także kondycję intelektualną za 50 czy 60 lat. Muzycznej edukacji nie wolno odkładać! Rozwój słuchu jest bowiem najszybszy do dziewiątego roku życia.

S.: „Muzyka jest nam potrzebna do życia jak słońce”, powtarza Pan często na swoich wykładach. Czy mógłby Pan Profesor rozwinąć ten wątek?
H.S.: Już wspomniałem o tym wcześniej, ale teraz podkreślę po raz kolejny. W czasach Internetu muzyka staje się nam bardziej potrzebna niż kiedykolwiek. Nie tylko dlatego, że przemęczeni pracą szukamy jak najbardziej skutecznych sposobów na relaks i odpoczynek. Człowiek przesiadujący całymi dniami przed ekranem komputera odczuwa silną potrzebę kontaktu z innymi. Wyjście na koncert czy do filharmonii to jedna z nielicznych okazji, aby wspólnie delektować się czymś pięknym. Najwięcej korzyści daje jednak wspólne granie, np. w zespole muzycznym czy amatorskiej orkiestrze. Taka współpraca muzyczna to znakomity trening umiejętności, które są przydatne w pracy zawodowej i aktywnościach niezwiązanych z muzyką. Dlatego właśnie amatorskie granie umieszcza się w niektórych krajach w programie studiów menedżerskich. Takie hobby wpisuje się też w CV. Pracodawcy cenią osoby mające kompetencje muzyczne. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak często potrzebujemy obecności muzyki w naszym życiu dla stymulacji centralnego układu nerwowego, dla relaksu i w wielu formach terapii.

S.: Dlaczego Panu osobiście muzyka jest niezbędna do życia? Jakiej muzyki najbardziej lubi Pan słuchać? A może Pan gra na jakimś instrumencie?
H.S.: Jak każdy lubię się zrelaksować, oderwać od wielu codziennych problemów, szukam skutecznych sposobów koncentracji. Pewnie też – jak u wielu – moje gusta zmieniały się w ciągu kilkudziesięciu lat życia. Swojej polonistce w liceum zawdzięczam, iż zrozumiałem, na czym polega muzyka napisana przez Czesława Niemena do znanych utworów literackich np. C. K. Norwida. Jak wielu studentów medycyny w latach 70. włączałem się w organizowanie koncertów poświęconych Krzysztofowi Komedzie, który tak jak ja był lekarzem otolaryngologiem. Te koncerty z cyklu „Muzyka pozostała” odbywały się w Klubie Medyka. Już w pracy lekarskiej zauważyłem u siebie, ale też i u innych, że w pewnym wieku muzyka musi poderwać człowieka do aktywności. Dla potrzeb terapii zacząłem dostrzegać niezwykłe walory np. chorałów gregoriańskich.
W liceum skonstruowałem gitarę elektryczną. Gry na tym instrumencie nie opanowałem bardzo dobrze, choć pewne takty, np. „Kiedy byłem małym chłopcem” Tadeusza Nalepy czy „Kwiaty we włosach” Krzysztofa Klenczona, jeszcze teraz potrafiłbym zagrać.

Są dwa instrumenty, których brzemienie
porusza mnie bardziej niż innych: harmonia
i akordeon. Teraz muzycy odkrywają je od nowa.

S.: Czy są takie utwory, które pomagają Panu odpocząć po ciężkim dniu spędzonym na bloku operacyjnym? Czy jest taki instrument, którego dźwięk wzbudza w Panu szczególne emocje?
H.S.: Od momentu otwarcia Centrum w Kajetanach muzyka jest obecna na sali operacyjnej. Pomaga to nam wszystkim. Poprawia koncentrację. Jeśli zaś chodzi o instrumenty, to rzeczywiście są dwa takie, których brzmienie pobudza mnie bardziej niż dźwięk innych – to harmonia i akordeon. Obserwuję, że te instrumenty są teraz jakby na nowo odkrywane. Cieszę się, że coraz więcej znakomitych muzyków je promuje i pokazuje, że można się w nich dosłownie „zasłuchać”.

S.: Organizując Festiwal, pragnie Pan Profesor spełnić muzyczne marzenia pacjentów. A jakie są Pana marzenia?
H.S.: Inicjując to wydarzenie, chcę przede wszystkim pokazać niezwykłe osiągnięcia nauki i medycyny oraz to, w jaki sposób zmieniają one życie konkretnych ludzi. Jestem dumny, że pacjenci dotknięci głęboką lub poważną wadą słuchu mogą być w zakresie muzycznym nie tylko pasjonatami, lecz także profesjonalistami. Odczuwam ogromną potrzebę, by tak nadzwyczajne umiejętności człowieka pokazać w szerszym wymiarze społecznym. By zaprezentować wirtuozerię u tych, którzy mogli być skazani na zapomnienie, na odtrącenie. Cieszę się, że udało się tę wrażliwość upowszechnić. Jestem wdzięczny, że Pani Ewa Kopacz jako Premier uwierzyła nam, iż możemy i potrafimy zaprezentować się światu jako inicjatorzy unikalnego, międzynarodowego wydarzenia. Już dziś inicjatywę Polaków doceniają setki tysięcy pacjentów i ich rodzin i podziwiają za zorganizowanie przedsięwzięcia o wymiarze światowym. Będzie się o tym mówić jeszcze długo i długo. Jestem wdzięczny, że Prezes Zarządu Polskiego Radia, profesjonaliści z Programu Drugiego PR oraz znakomite autorytety z różnych obszarów życia społecznego poparli tę inicjatywę. Wielu z nich weszło w skład Komitetu Honorowego Festiwalu. Dziękuję za niezwykłą życzliwość i wykonaną pracę twórcom, artystom, którzy zechcieli profesjonalnie ocenić umiejętności kandydatów z różnych kontynentów. Dziękuję tym, którzy będą najważniejszymi bohaterami Festiwalu i finałowej gali, oraz tym, którzy nadadzą jej szczególną oprawę. Cieszę się bardzo, że w ten sposób będzie można pokazać wyjątkowe umiejętności pacjentów i tym sposobem zwrócić uwagę na pracę tysięcy specjalistów, którzy z nimi pracują jako terapeuci. Są to lekarze, psycholodzy, logopedzi, pedagodzy, inżynierowie, technicy i pielęgniarki. Dziękuję moim współpracownikom, którzy współtworzą to przedsięwzięcie w różnych wymiarach. Koncert galowy odbędzie się 16 lipca – 23 lata temu w bardzo gorącym dniu przeprowadziłem pierwszą w Polce operację wszczepienia implantu ślimakowego. Teraz spełnia się moje wielkie marzenie. Dzięki tym, którzy weszli lub powrócili do świata dźwięków, możemy przeżywać wspólnie piękne chwile, pokazujące jak ogromne możliwości tkwią w każdym z nas.


Więcej w wydaniu specjalnym „Słyszę”
http://slysze.inz.waw.pl/beats-of-cochlea-1st-international-music-festival-for-children-youths-and-adults-with-hearing-disorders-wydanie-specjalne/

KUP TERAZ
http://www.inz.waw.pl/web/wydawnictwa/isklep.php