Sport, lekarstwem na stres

Krzysztof Majcherski

Krzysztof Majcherski

Krzysztof Majcherski, pacjent Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, biega, ćwiczy na siłowni, jeździ na rowerze i na nartach, pływa i żegluje. – Każdy musi znaleźć sobie taką formę ruchu, z której będzie czerpał najwięcej przyjemności – przekonuje. Gorąco wspiera akcję dziesięciu tysięcy kroków dziennie, którą od kilku lat promuje Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu

Słyszę: Sporo tego sportu w Pana grafiku. Skąd to zamiłowanie do aktywności fizycznej?
Krzysztof Majcherski: W dzieciństwie dawałem sobie radę na WF-ie, ale sport nie należał do moich ulubionych rozrywek. Moja przygoda z nim rozpoczęła się w 1993 r. Marzyłem wtedy o dostaniu się do szkoły wojskowej, w której – wiadomo – o przyjęciu decydują również wyniki egzaminów sprawnościowych. W czwartej klasie liceum rozpocząłem więc intensywne treningi. Dzięki nim dostałem się do wymarzonej szkoły. Wprawdzie po dwóch latach, z różnych powodów, z niej zrezygnowałem, ale sportowy zapał nie wygasł. Biegałem przez całe studia. Niestety, pierwsza praca tak mnie zaabsorbowała, że zabrakło czasu na jakikolwiek ruch. Dodatkowo nie jadałem regularnie, więc szybko pojawiła się nadwaga. Żeby zrzucić zbędne kilogramy, wróciłem do biegania. Przez lata regularnie uprawiałem jogging. W pewnym momencie musiałem jednak z niego zrezygnować, gdyż podczas jazdy na nartach, która także jest moją wielką pasją, przydarzył mi się niewielki wypadek. Po kontuzji starałem się nie obciążać stawów. Przestałem więc biegać, a zacząłem jeździć na rowerze górskim. Po kolejnej kontuzji na nartach (zerwałem więzadło krzyżowe przednie w kolanie) w ramach zaleconej przez lekarza rehabilitacji znowu zacząłem systematycznie biegać. Miałem wybór – albo będę dbał o kondycję mięśni nóg, albo trzeba będzie operacyjnie zrekonstruować uszkodzone więzadło. Wybrałem to pierwsze rozwiązanie i teraz mój staw kolanowy pracuje bez problemu. Nie odczuwam żadnego dyskomfortu. Raz na pół roku chodzę jednak na kontrolę do ortopedy. To lekarz, który sam jest sportowcem, rozumie więc moją potrzebę aktywności fizycznej.

S.: Jak wygląda Pana sportowy tydzień?
K.M.: Biegam ok. 80–90 km miesięcznie. Dwa, trzy razy w tygodniu ruszam na Wał Miedzeszyński w Warszawie, gdzie są dobre warunki do biegania. Czasem nawet o 22.00 czy 23.00, kiedy uporam się z domowymi obowiązkami po powrocie z pracy. Pogoda mnie nie zniechęca. Przeszkodą są dla mnie tylko śnieg i lód – mogę się wtedy poślizgnąć i uszkodzić kolano. Dlatego późną jesienią i zimą biegam najczęściej na bieżni. Teraz jest wiele siłowni otwartych przez całą dobę. Mogę więc – swoim zwyczajem – udać się na trening późnym wieczorem. Lepiej mi się jednak biega w otwartej przestrzeni – na bieżni czuję się trochę jak chomik. (śmiech) Jednak siłownia to nie tylko biegi, ćwiczę również pod okiem trenera. Wykonuję ćwiczenia ogólnorozwojowe z naciskiem na kondycję nóg. Trener troszczy się też o to, abym podczas treningu nie nadwyrężył nogi, z którą wcześniej miałem kłopot. Taka fachowa pomoc potrzebna jest moim zdaniem wszystkim – zwłaszcza tym rozpoczynającym swoją przygodę z siłownią czy też osobom po urazach, z problemami z kręgosłupem.


Więcej w wydaniu wrzesień/październik 5/145/2015
http://slysze.inz.waw.pl/nadwrazliwosc-sluchowa-u-dzieci-slysze-nr-wrzesienpazdziernik-51452015/

KUP TERAZ
http://www.inz.waw.pl/web/wydawnictwa/isklep.php