Prof. Bolesław Samoliński: Polska to nie jest kraj dla starych ludzi.

Prof. Bolesław Samoliński

Prof. Bolesław Samoliński

Państwo powinno interesować się zdrowiem swoich obywateli od najmłodszych lat – mówi w wywiadzie dla „Słyszę” prof. Bolesław Samoliński, Krajowy Konsultant w Dziedzinie Zdrowia Publicznego, Przewodniczący Koalicji na rzecz Zdrowego Starzenia.

SŁYSZĘ: Kiedy zaczyna się starość?
PROF. BOLESŁAW SAMOLIŃSKI: Dokładnie takie pytanie zadawano podczas badania „Aspekty medyczne, psychologiczne, socjologiczne i ekonomiczne starzenia się ludzi w Polsce” (Polsenior), prowadzonego na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Uczestnicy tego badania, a były to osoby w wieku 55–59 lat oraz 65 lat, nie utożsamiali starości z wiekiem, ale z sytuacją życiową – ponad połowa uczestników badania kojarzyła ją z chorobami, niepełnosprawnością, cierpieniem, osamotnieniem, uzależnieniem od innych.

S.: Dlaczego przyjmuje się u nas, że starość zaczyna się po 65. roku życia?
B.S.: To definicja z czasów Bismarcka, który stworzył podwaliny nowoczesnego państwa opiekuńczego. Najpierw wyznaczono, że starość zaczyna się po 70. roku życia. Tyle że w XIX stuleciu ludzie nie żyli tak długo. Dlatego granicę starości obniżono do 65 lat. Wprawdzie takiego wieku dożywało zaledwie ok. 3 proc. społeczeństwa, ale dla tej niewielkiej grupy ustanowiono system emerytur. Od XIX wieku długość życia znacząco się zwiększyła, stąd nowe dyskusje nad granicą wieku wyznaczającą początek starości. Niektórzy twierdzą, że 65-latek jest zbyt młody, by uważać go za seniora. Ale na przykład w Norwegii za początek wieku senioralnego uznaje się 60 lat.

S.: Teraz, gdy średnia wieku dla mężczyzn wynosi ok. 77 lat, a dla kobiet 80 lat, lepiej chyba tę granicę przesunąć na później. Zdrowy, sprawny 65-letni człowiek, który dowiaduje się, że właśnie wkracza w wiek starczy, może czuć się mało komfortowo…
B.S.: Dziś powiedzenie sprawnej, zdrowej, dynamicznej osobie w wieku 65 lat, że właśnie przekroczyła granicę, w której zaczyna się starość, jest nieadekwatne do sytuacji, wręcz niestosowne. Nie wspominając już o tym, że takie stwierdzenie mogłoby prowokować zmiany w myśleniu i zachowaniu – skoro to już starość, to pora zwolnić, wycofać się z życia. Nie muszę chyba tłumaczyć, jakie mogą być tego skutki…

S.: Może więc Koalicja na rzecz Zdrowego Starzenia powinna nosić inną nazwę, na przykład koalicja krzewienia młodości?
B.S.: Taka nazwa zawęziłaby nam pole działania. Rozmawiając o wieku senioralnym, musielibyśmy skupić się na jednym obszarze – inwestowaniu w zdrowie od najmłodszych lat. To rzeczywiście ważny kierunek, bo na kondycję w starszym wieku pracujemy od dzieciństwa. Można podać na to wiele przykładów. Niezdiagnozowane i nieleczone zaburzenia słuchu u dzieci – co zawsze podkreśla prof. Henryk Skarżyński – utrudniają prawidłowy rozwój mowy i rzutują na aktywność człowieka przez całe życie. Alergia i astma wieku dziecięcego zwiększa o 30–40 proc. prawdopodobieństwo wystąpienia chorób układu krążenia w dorosłym wieku. Astma w dzieciństwie to też 12-krotnie większe ryzyko obturacyjnej choroby płuc. O tym wszystkim należy mówić, jednak dzisiaj trzeba skoncentrować się na zdrowszym starzeniu i polityce, której celem jest aktywizacja osób starszych.
Obecnie mamy sytuację, w której znaczny odsetek seniorów to osoby słabego zdrowia, wycofane, mało aktywne, nierzadko skazane na opiekę innych. Tymczasem opieka społeczna nie zapewnia takim osobom wystarczającego bezpieczeństwa. Jej pracownicy interweniują tylko wtedy, gdy zostaną powiadomieni przez rodzinę, że starszy pan czy pani wymaga pomocy. Jeśli takiego zgłoszenia nie ma, nikt nie zapuka do drzwi seniora, pytając, czy potrzebuje pomocy. Jeśli natomiast starsza osoba sama próbuje o taką pomoc zabiegać, często nie jest w stanie sprostać urzędniczym wymaganiom. Dla zagubionych w dobie informatyzacji starszych osób samo składanie stosownych dokumentów okazuje się zadaniem zbyt trudnym do wykonania. Nie może tak być!
Z leczeniem osób w wieku senioralnym też wiąże się mnóstwo problemów. Osoba taka ma średnio trzy-cztery choroby przewlekłe. Utrzymuje się ze skromnej emerytury albo renty, a płaci za leki tyle samo co dobrze zarabiający 40-latek. Nierzadko zdarzają się przypadki, że nie ma za co wykupić niezbędnych lekarstw. Zapomnieliśmy o opiece geriatrycznej – nie mamy wystarczającej liczby lekarzy geriatrów ani systemu konsultacji geriatrycznej, która jest bezpieczniejsza i tańsza niż opieka specjalistyczna. Obecnie starsi, schorowani ludzie ustawiają się w kolejkach do internisty, kardiologa, ortopedy, gastrologa, urologa itd. Typowe dla tego wieku zaburzenia poznawcze sprawiają, że ci pacjenci nie informują kolejnych lekarzy o przyjmowanych lekach. A od każdego specjalisty dostają recepty na nowe. W efekcie dochodzi do powikłań polekowych. Aż 30 proc. hospitalizacji osób starszych jest spowodowanych przedawkowaniem leków! Geriatrzy podkreślają, że ich interwencja często sprowadza się do odstawienia farmaceutyków.

S.: Z tego, co Pan mówi, wynika, że Polska to nie jest kraj dla starych ludzi. A przecież – jak wskazują z dane demograficzne – seniorów będzie coraz więcej.
B.S.:
W perspektywie najbliższych 20 lat grupa ludzi pracujących zmniejszy się o 2 mln, a jednocześnie populacja w wieku starszym zwiększy o 3,5 mln. Z gospodarczego punktu widzenia to katastrofa. Obecnie grupa pacjentów powyżej 65. roku życia pochłania ponad 60 proc. środków na opiekę zdrowotną. W przyszłości – kiedy ta grupa będzie znacznie bardziej liczna – nie będziemy w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa zdrowotnego. Już teraz jest ono zresztą zagrożone – kolejki do lekarzy wydłużają się, a seniorzy nie zawsze mogą liczyć na pomoc i skuteczne leczenie. Trzeba więc czym prędzej szukać rozwiązań.

S.: Co już udało się zrobić Koalicji?
B.S.: Od razu na starcie zdefiniowaliśmy, jakie problemy wymagają rozwiązania. Zostały one przedstawione w tzw. Białej Księdze. To raport ukazujący skalę problemów, przed jakimi staniemy w wyniku procesów demograficznych. Natomiast utworzona przez ministra pracy Rada ds. Polityki Senioralnej przygotowała „Założenia Długofalowej Polityki Senioralnej w Polsce na lata 2014–2020”, dokument, który w grudniu 2013 r. został przyjęty jako rządowy. Wyznacza on dwa główne obszary działań. Pierwszy to zdrowie, drugi dotyczy aktywizacji osób w wieku senioralnym. Aktywizacja jest niezwykle ważna, bo osoby starsze, dynamiczne, zaangażowane w pracę czy rozmaite działania czują się potrzebne innym, zachowują lepszy stan zdrowia fizycznego i psychicznego. Nie obciążają budżetu państwa. Wspominając o aktywizacji seniorów, możemy już zresztą mówić o konkretach. Za sukces uważam przyjęcie poprawki do ustawy o samorządach, która pozwala na tworzenie tzw. Rad Seniorów. To sposób na wykorzystanie intelektu i doświadczeń życiowych osób starszych, spożytkowania ich wolnego czasu dla dobra ogólnego. Rady Seniorów to także szansa na zwiększenie siły oddziaływania tej specyficznej grupy na władze samorządowe i prowadzoną przez nie politykę, np. w kwestiach zdrowotnych.
Utrzymanie aktywności i zdrowia seniorów jest nie do przecenienia. To sprawa ważna dla wszystkich, także młodszych pokoleń. Znam wiele przypadków, kiedy to młodzi, zdolni ludzie rezygnują z rozwijania swoich talentów, kariery, normalnego życia, by poświęcić się opiece nad schorowanymi rodzicami czy dziadkami. To poświęcenie w imię wartości moralnych jest oczywiście godne podziwu, ale nie musi być przecież konieczne. Trzeba zbudować taki system wsparcia dla seniorów, który będzie działał na tyle sprawnie, że odciąży młodsze pokolenia od opieki nad starszymi. Młodzi muszą rozwijać swoje kariery zawodowe, nie mając obciążeń organizacyjnych i etycznych, wynikających z upośledzonego funkcjonowania rodziców czy dziadków. Zawodowy rozwój ma też bardzo istotne znaczenie. W dzisiejszych czasach ważne jest, aby rozwój rodzin był oparty także na zawodowym autorytecie rodziców. Tylko przy takim założeniu można zbudować w przyszłości silne społeczeństwo.

S.: Ile jest czasu na zbudowanie takiego systemu?
B.S.: Czasu nie ma. Musimy działać szybko. Styczniowy Kongres Zdrowego Starzenia zorganizowaliśmy po to, aby dokument rządowy przełożyć na praktykę. Chcemy doprowadzić do tego, aby budowanie systemu opieki senioralnej, aktywizowanie osób 65+, a także edukacja zdrowotna i inwestowanie w zdrowie stało się zadaniem dla władz na każdym szczeblu. O inwestycjach w zdrowie mówię tutaj nie przypadkiem. Żaden specjalista zdrowia publicznego nie zgodzi się na liberalizm w zakresie opiekuńczej roli państwa. Państwo musi interesować się bezpieczeństwem zdrowotnym od najmłodszych lat i – co podkreślam – inwestować w zdrowie obywateli. To muszą być aktywne programy. Takie przedsięwzięcie jest korzystne dla gospodarki kraju – zapobieganie jest przecież znacznie tańsze niż leczenie. Do tej pory nie wszyscy to rozumieli. Stwierdzenie, że ochrona zdrowia jest workiem bez dna – a takie padały choćby z ust prof. Leszka Balcerowicza – jest nieuzasadnione. Zdrowy senior nie obciąża systemu opieki zdrowotnej i systemu ubezpieczeń społecznych. To człowiek, którzy może czy nawet powinien jeszcze pracować.

S.: W fińskim systemie profilaktyki zdrowia, który uważa się za jeden z najlepszych na świecie, zakłada się, że ludzie powinni pracować jak najdłużej. Czy z Pana punktu widzenia jest to dobre założenie?
B.S.: Tak. Aktywność zawodowa znacznie lepiej służy zdrowiu niż emerytura. Z powodu stresu spowodowanego przejściem na emeryturę jedna trzecia pracowników zapada na rozmaite choroby albo popada w depresje. Badania pokazują, że w tej grupie rośnie nawet liczba samobójstw. Wysunę więc niepopularną tezę – z punktu widzenia polityki senioralnej wydłużenia czasu pracy do 67 roku życia jest dobrym, a w świetle danych demograficznych koniecznym, rozwiązaniem. Nie chodzi jednak o to, by zmuszać do pracy kogoś, kto się do niej nie nadaje, lecz o dopasowanie charakteru i czasu pracy osób w wieku senioralnym do ich możliwości. Osoby 65+ nie muszą pracować po 10 godzin dziennie jak wielu trzydziesto- czy czterdziestolatków. Wystarczy dwa–trzy razy w tygodniu po pięć godzin.

S.: Jak obecnie wypada polska polityka senioralna na tle innych krajów?
B.S.: Na razie doprowadziliśmy do tego, że o polityce senioralnej zaczyna się u nas mówić. Fakt, że Pani Marszałek Sejmu zadeklarowała stworzenie stałej Komisji Sejmowej ds. Polityki Senioralnej, oznacza, że problemy ludzi starszych nareszcie znajdują zrozumienie. W politykę senioralną zaangażowały się ministerstwa pracy, sportu i zdrowia. Ale – jak powiedział jeden z gości Kongresu – każdy minister powinien być ministrem zdrowia. W międzynarodowej debacie publicznej zawsze podkreśla się, że zdrowie jest dobrem publicznym. Najwyższy już czas, abyśmy w taki właśnie sposób zaczęli do niego podchodzić także w Polsce. W kwestii polityki senioralnej mamy szansę stać się liderem w Europie Środkowo- Wschodniej, ale takich krajów jak Niemcy, Francja, Finlandia czy Norwegia nie dościgniemy. Oni znacznie wcześniej zaczęli myśleć o problemach osób starszych i szukać dla tej grupy dobrych rozwiązań. Niemcy np. w ramach ich aktywizacji organizują grupy seniorów – starsze panie i panowie uczą się tam śpiewać, tańczyć. Czują się przez to mniej samotni, sprawniejsi, po prostu młodsi.

S.: Nie jestem pewna, jaki odsetek polskich seniorów byłby chętny do podobnych aktywności. W naszym kraju wciąż pokutuje stereotyp, że 70-latek to schorowany emeryt albo dziadek, który nadaje się jedynie do odprowadzania wnuków do przedszkola.
B.S.: Mogę powiedzieć tylko jedno – takie myślenie sprzyja wykluczeniu społecznemu i trzeba z nim walczyć.

S.: Ale jak?
B.S.: Tutaj dotykamy tego, o co ja, jako konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego, walczę od lat – żeby zdrowie stało się modne. Jego promocja powinna opierać się na nowoczesnych środkach komunikacji społecznej. Mamy spin doktorów od wyborów, dlaczego więc nie może być spin doktorów od zdrowia? Eksperci od zdrowia publicznego to armia ludzi (ok. 10 tys. osób), którzy często nie mogą znaleźć zatrudnienia, bo nie stworzyliśmy jeszcze u nas systemu, który zajmuje się promowaniem zdrowego stylu życia. Nie mamy nawet ustawy o zdrowiu publicznym, która dałaby podwaliny polityki prozdrowotnej.

S.: Z danych WHO wynika, że dzięki zmianie trybu życia na zdrowszy można by wyeliminować aż 80 proc. chorób układu krążenia, a nawet zmniejszyć zachorowalność na nowotwory.
B.S.: Zasady sprzyjające zdrowiu są znane doskonale. Jedyne zadanie do wykonania to wprowadzić je w życie.


ROZMAWIAŁA: JOLANTA CHYŁKIEWICZ


Artykuł pochodzi z wydania marzec/kwiecień 2014 (1/136/2014)
http://slysze.inz.waw.pl/w-numerze-marzeckwiecien-2014-21372014/