Konrad Gaca: Pomagam! To moja odpowiedź na chorobę córki

Konrad Gaca z bratem Maxa i rodzicami chłopców

Konrad Gaca z bratem Maxa i rodzicami chłopców

Córka urodziła się z wadą genetyczną. Miała problemy ze słuchem i wzrokiem. Dzięki pomocy znakomitych specjalistów, w tym prof. Henryka Skarżyńskiego z Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, moja ukochana Emilka może cieszyć się dziś wszystkimi dźwiękami i kolorami świata. Chciałbym odwdzięczyć się losowi za to, że odzyskała sprawność. Dlatego założyłem Fundację Konrada Gacy „dlaczego?”, która będzie pomagać dzieciom z rzadkimi wadami genetycznymi oraz rodzicom niestrudzonym w walce o ich zdrowie.

Grudzień 2011 roku. To był miesiąc, który całkowicie odmienił moje życie. Byłem sportowcem, odnosiłem sukcesy w kulturystyce. Pracowałem też jako trener, pomagając innym osiągnąć życiową formę. Zawsze wysoko podnosiłem poprzeczkę. Dobrze wiedziałem, czego chcę, pracowałem w szalonym tempie i byłem przekonany, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć ani przerosnąć. Aż do dnia, kiedy w grudniu 2011 roku urodziła się moja ukochana córeczka Emilka. Nigdy nie zapomnę uśmiechu żony, kiedy po raz pierwszy wzięliśmy ją na ręce. Była maleńka i taka bezbronna! Bardziej bezbronna niż mogłem wtedy przypuszczać.

Emilka była najbardziej wyczekiwanym dzieckiem na świecie. Na początku szaleliśmy z żoną ze szczęścia, zwariowałem na punkcie tego maleństwa. Chciałem chronić córkę, uczyć ją, pokazać jej świat. Niestety ze zdrowiem naszego maleństwa nie było najlepiej, lekarze podejrzewali wadę genetyczną – miała nie widzieć i nie słyszeć. I to było tak naprawdę wszystko, co wiedzieliśmy, nikt nie potrafił postawić jednoznacznej diagnozy. Specjaliści rozkładali ręce, a my – ja i żona – byliśmy zdruzgotani i przerażeni. Żaden rodzic nie jest przygotowany na wiadomość o chorobie swojego dziecka.

Dlaczego akurat moja córeczka?
Pierwsze miesiące we troje spędziliśmy w szpitalu. Emilka przechodziła kolejne badania, a lekarze stawiali kolejne hipotezy. Pojawiło się wiele diagnoz – wszystkie trudne do przyjęcia. Mimo wszystko nawet na chwilę nie straciliśmy nadziei. Nie dawaliśmy wiary diagnozom, które odbierały Emilce szansę na normalne życie. Wiedziałem, że musi być jakiś sposób, jakaś metoda, dzięki której nasze dziecko będzie mogło odzyskać sprawność i zdrowie. Chodziliśmy od gabinetu do gabinetu, od lekarza do lekarza. Walczyliśmy z czasem, którego w takich sytuacjach zawsze jest za mało. Tylko nocą, nie mogąc zasnąć, godzinami patrzyłem w sufit i zadawałem sobie wciąż to samo pytanie: „Dlaczego akurat moja córeczka?”.


Więcej w wydaniu maj/czerwiec 3/149/2016
http://slysze.inz.waw.pl/terapia-genowa-nowa-nadzieja-na-leczenie-niedosluchu-slysze-nr-majczerwiec-31492016/

KUP TERAZ
http://www.inz.waw.pl/web/wydawnictwa/isklep.php