Niesłysząca Joanna Turek, studentka ASP w Krakowie, komunikowała się za pomocą gestów i rysunków. Jednak to dźwięk pobudził jej wyobraźnię.

Moje obrazy pomagają mi być rozumianą przez innych. Gdy jeszcze nie mogłam mówić ani czytać, komunikowałam się za pomocą gestów i rysunków – tak o swojej pasji artystycznej i wyobraźni, która rozwijała się w ciszy, pisze Joanna Turek, 23-letnia pacjentka IFPS, studentka piątego roku malarstwa Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie. „Portrety” – przeżycia i refleksje to temat jej pracy dyplomowej.

Joanna Turek, studentka malarstwa, na tle swoich prac.
Joanna Turek, studentka malarstwa, na tle swoich prac.

Zawsze byłam osobą lubiącą wyzwania. Jako niesłysząca podjęłam ich wiele – teraz mogę pochwalić się osiągnięciami artystycznymi i nagrodami zdobytymi w konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych. Upadków przeżyłam wiele, ale na mojej artystycznej drodze wciąż pojawiały się mniejsze lub większe osiągnięcia. To mnie motywowało do działania i pozwalało przetrwać.

Od urodzenia nie słyszę, mam głęboki niedosłuch odbiorczy w obu uszach na poziomie powyżej 100 decybeli. Kiedy miałam trzy lata, pierwszy raz założyłam aparaty słuchowe, ale od razu je odrzuciłam, nigdy ich nie zaakceptowałam. Mój brat, starszy o dwa lata, też urodził się niesłyszący. Na początku chodziliśmy do specjalnego przedszkola, ale w naszym przypadku ono się nie sprawdziło. My z bratem mogliśmy porozumiewać się bez słów. Mieliśmy własny język. Pani w przedszkolu była dla mnie bardzo surowa i próbowała mnie nauczyć wymawiać samogłoski. Zniechęciłam się od razu, to było dla mnie zbyt stresujące. Nie chciałam chodzić do przedszkola, byłam przerażona, całe moje ciało było spięte. Rodzice nie wiedzieli, co się dzieje (nie mogłam im powiedzieć, bo nie umiałam mówić). Moja mama jednak widziała, w jakim jestem stanie. Przeniosła mnie do innego przedszkola, do którego chodził już mój brat. W moim życiu nastąpiła ogromna zmiana. Poznałam zupełnie nowy świat – świat słyszących. Pamiętam swoje zdziwienie – w nowym przedszkolu była duża grupa, a ponadto dzieci zachowywały się zupełnie inaczej niż te, które znałam wcześniej. Dzieci słyszące były spokojniejsze, nie wspomagały się tak mimiką i nie gestykulowały tak jak niesłyszące. Musiałam od nowa nawiązywać relacje z rówieśnikami, którzy wcześniej nie mieli kontaktu z dziećmi niesłyszącymi. Ale sobie poradziłam, już jako dziecko miałam silny charakter.

Kiedy poszłam do pierwszej klasy szkoły podstawowej, tylko ja i mój brat byliśmy niesłyszący. Pani dyrektor nie chciała nas przyjąć. Bała się, że sobie nie poradzimy w normalnej klasie. Nie umiałam dobrze mówić, ale intuicyjnie starałam się naśladować innych, obserwowałam ich i wyciągałam wnioski. W drugiej klasie tata zapytał mnie, czy chcę mieć implant, odpowiedziałam, że chcę. Po tej operacji bardzo dużo się zmieniło. Zaczęłam lepiej mówić. Poznałam nowy świat. W tym miejscu chciałabym podziękować Profesorowi Henrykowi Skarżyńskiemu i całemu zespołowi Światowego Centrum Słuchu za to, że dokonali czegoś cudownego. Dali mi możliwość poznania nowych doznań i szansę na rozwój. Dzięki implantowi słuchowemu mogę integrować się z ludźmi oraz spełnić marzenia. Jednym słowem – żyć w pełni.


Więcej w wydaniu:
http://slysze.inz.waw.pl/32nd-politzer-society-meeting-slysze-nr-maj-czerwiec-3-167-2019/