Dlaczego kochamy kolędy? Dr Iwona Polak zachęca do śpiewania w Boże Narodzenie

Dr IWONA POLAK

Dr IWONA POLAK

Większość znanych kolęd liczy sobie 200 albo 300 lat. Śpiewamy je co roku, a mimo to wydają się wciąż tak samo piękne, nigdy się nie nudzą. Na czym polega ich fenomen?


Dr IWONA POLAK
AKADEMIA MUZYCZNA IM. KAROLA LIPIŃSKIEGO WE WROCŁAWIU

Kolędy kojarzą nam się z tradycją, są wspomnieniem dzieciństwa i miłych rodzinnych chwil w świątecznym nastroju. Ale nie tylko dlatego tak chętnie ich słuchamy co roku. To miłe dla ucha, bo niezbyt skomplikowane utwory – Jezus urodził się w żłobie, w skromnych warunkach, a więc i kolędy muszą być proste. Mają dostępny dla każdego ambitus dźwięków (odległość między najniższym a najwyższym dźwiękiem utworu muzycznego), co oznacza, że śpiewać je może i babcia, i wnuczek.

Melodyjne, często nawet taneczne, kolędy mają piękne teksty. Muzyka tworzy nastrój, a słowa wypełniają go treścią – podniosłą, ważną. Na przykład fanfarowy początek „Bracia patrzcie jeno”, obwieszczający moment narodzenia, poprzedza polonezowe nawoływanie, by rzucić wszystko i udać się do Betlejem. Z kolei taneczne „Z narodzenia Pana dzień dziś wesoły”, rytmem mazura podkreśla wyśpiewywaną radość tej chwili, a chorałowo brzmiąca zwrotka „Gdy się Chrystus rodzi” przechodzi w radosny żywy refren, by zakończyć się wyrazistym zawołaniem: gloria in excelsis Deo!

Takiej harmonii między muzyką a pięknymi i ważnymi słowami nie ma na przykład w popularnych utworach bożonarodzeniowych jak „Jingle bells”. Dlatego też te piosenki – chociaż również lubiane i powtarzane co roku – nie mogą równać się z kolędami, które w wyjątkowo silny sposób oddziałują na nasze emocje. A wzbudzają one całą gamę pozytywnych uczuć i skojarzeń. Niektóre, jak kolęda „Bóg się rodzi”, to źródło czystej radości. Inne, jak „Lulajże Jezuniu”, uspokajają, czasem skłaniają do refleksji czy nawet wzruszają (nie przypadkiem fragment tej właśnie kolędy osamotniony na emigracji Fryderyk Chopin umieścił w środkowej części Scherza h-moll).

Osobiście najbardziej wzruszają mnie kolędy śpiewane przez chóry i solistów o „klasycznych” głosach, którym towarzyszą organy lub zespoły instrumentalne. Ale bardziej popularne wykonania też mają, można rzec, magiczną moc. Podkreślałabym jednak wartość utworów nagranych w tradycyjnej formie, wykonywanych na instrumentach akustycznych (niezmodyfikowanych przez technikę) i odtwarzanych w odpowiedniej głośności. Kolędy „przerobione” i słuchane zbyt głośno nie mają już tak pozytywnego wpływu na nastrój. Przeciwnie, mogą budzić niepokój, nerwowość czy nawet agresję!


Więcej w wydaniu listopad/grudzień 2013 (6/134/2013)
http://slysze.inz.waw.pl/w-numerze-61342013-listopadgrudzien/

KUP TERAZ
http://www.inz.waw.pl/web/wydawnictwa/isklep.php