Dariusz Tokarzewski: Nie wyobrażam sobie życia bez pomocy innym

Dariusz Tokarzewski podczas próby przed koncertem finałowym  po ubiegłorocznych warsztatach muzycznych dla osób z zaburzeniami słuchu.

Dariusz Tokarzewski podczas próby przed koncertem finałowym po ubiegłorocznych warsztatach muzycznych dla osób z zaburzeniami słuchu.

Muzyk, kompozytor, ale przede wszystkim człowiek o wielkim sercu, od lat zaangażowany w działalność charytatywną. Podczas koncertu kończącego zorganizowane w Kajetanach warsztaty dla muzycznie utalentowanych osób z zaburzeniami słuchu zaśpiewał „Balladę o słuchu” do słów prof. Henryka Skarżyńskiego i muzyki prof. Krzesimira Dębskiego. W wywiadzie dla „Słyszę” Dariusz Tokarzewski opowiada, jak poprzez muzykę można pomagać osobom niepełnosprawnym i potrzebującym.

Słyszę: Jak Pan się czuł na scenie razem z muzycznie uzdolnionymi użytkownikami implantów słuchowych?
Dariusz Tokarzewski: Doskonale. Jestem w szoku, że osoby z poważnymi wadami słuchu mogą śpiewać tak czysto i tak dobrze radzić sobie na scenie. Udział w tym koncercie był dla mnie wyróżnieniem. Rok wcześniej na uroczystej gali z okazji 20-lecia Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu zaśpiewał mój serdeczny kolega, Ryszard Rynkowski. Ostatnio ja podjąłem to wyzwanie…

S.: Dlaczego wyzwanie? Ma Pan przecież ogromne doświadczenie sceniczne.
D.T.: Tak. Ale zawsze to, co robię, chcę robić najlepiej, jak umiem. Ogromnie zależy mi, aby nie zawieść tych, którzy mnie zaprosili i którzy mi zaufali. Odczuwam więc pewien rodzaj tremy. Ale to trema mobilizująca. W Kajetanach zaśpiewałem „Balladę o słuchu”, do której mądre słowa napisał prof. Henryk Skarżyński, a piękną muzykę skomponował Krzesimir Dębski. Wykonując ten utwór, nie mogłem zawieść…

S.: „Ballada o słuchu” to trudny utwór?
D.T.: Jeśli chce się dobrze wykonać piosenkę, nie można powiedzieć, że ona jest łatwa. „Ballada o słuchu” ma wprawdzie nośną melodię, ale jest trudna pod względem emocjonalnym. W jej wykonanie musiałem włożyć dużo serca… Ponadto tę niezwykłą piosenkę miałem zaśpiewać w niezwykłym miejscu, jakim jest Światowe Centrum Słuchu. Z zespołem Vox graliśmy w różnych rejonach świata. Ale Centrum w Kajetanach naprawdę mnie zaskoczyło – dostrzegam ogrom pracy, jaki włożono w stworzenie tego ośrodka, a także w organizację Festiwalu „Ślimakowe Rytmy”. Czuje się tutaj wielki szacunek dla ludzi, którzy potrzebują pomocy…

S.: Pomagać to zadanie wszystkich specjalistów pracujących w Centrum. Ale Pan – wokalista także to robi…
D.T.: Bez pomagania ludziom nie umiem żyć. Od wielu lat pracuję charytatywnie. W 2012 roku wybrano mnie nawet wolontariuszem woj. lubelskiego. Prowadzę terapię zajęciową dla osób niepełnosprawnych umysłowo w Świdniku. Z dobrymi efektami.

S.: Jak Panu udaje się poprowadzić taką grupę?
D.T.: Miałem na studiach psychologię i ta wiedza bardzo mi pomogła w kontaktach z moimi podopiecznymi. Wiele musiałem się jednak nauczyć. Na pierwszych zajęciach z moją grupą starałem się być bardzo uległy i delikatny, nie chciałem nikogo obrazić albo urazić. Tą swoją delikatnością zaskarbiłem sobie sympatię podopiecznych. Oni mnie bardzo polubili. Kiedy wchodzę do ośrodka, słyszę „O, pan Darek, pan Darek przyszedł!”. To ogromnie miłe. W miarę upływu czasu zrozumiałem jednak (a uświadomiła mi to pani psycholog opiekująca się grupą), że tych ludzi trzeba traktować normalnie. Czasem w kontaktach z nimi trzeba zachować się stanowczo, czasem nawet krzyknąć. Po roku pracy moja grupa była bardziej zdyscyplinowana, reagowała już na moje prośby, wykonywała polecenia. Nie ukrywam jednak, że dojście do tego punktu było dla mnie bardzo trudne.


Więcej w wydaniu:
http://slysze.inz.waw.pl/opieka-nad-dziecmi-z-implantami-slimakowymi-slysze-nr-marzec-kwiecien-2-160-2018/